Recenzja – chreime i zupa pomidorowa z zieloną pszenicą freekeh, ciecierzycą i cukinią w HAMSA hummus & happiness israeli restobar

Dzisiaj mała przerwa w gotowaniu. Tym razem mam dla Was recenzję. Zapraszam do czytania!

Dwie wizyty, dwie zupy z menu Hamsa i dwie skrajnie różne opinie! To w jednym zdaniu, ale na poważnie rzecz ujmując i od razu wyjaśniając dlaczego dwie zupy w jednej recenzji to dodam, że na pierwszy rzut oka zupy wyglądały bardzo podobnie, a że o jednej można powiedzieć coś dobrego, a o drugiej nie to dlatego w całości będą tworzyć zgrabną recenzję.
Do tego lokalu o bardzo długiej nazwie (który w skrócie będę nazywać tylko Hamsa) trafiliśmy z mężem przez przypadek. Był brzydki, zimny wieczór, a my przemierzaliśmy ulice krakowskiego Kazimierza w poszukiwaniu jakiegoś niedrogiego i dającego dobrze jeść lokalu. W końcu dotarliśmy na ulicę Szeroką (dla tych, którzy nie znają Krakowa powiem, że w tej części Kazimierza jest sporo lokali, ale są one raczej nastawione na obsługę klienta-cudzoziemca, a nie rodowitego Krakusa) i wtedy przypomniałam sobie o lokalu, który jakiś czas temu opisywał w swojej recenzji Wojciech Nowicki, a który warto by było odwiedzić. Niebieska Łapa kusiła, a że kuchnia Hamsy jest dla mnie całkowicie nieznana i aż wstyd się przyznać, ale nigdy nie próbowałam hummusu, decyzja została w lot podjęta.

A teraz recenzja…

Wizyta nr 1 – Zupa pomidorowa z zieloną pszenicą freekeh, ciecierzycą i cukinią
Przy pierwszej wizycie zamówiłam zupę pomidorową z dodatkiem nic nie mówiącej mi pszenicy, ciecierzycą oraz cukinią. Zupa przyszła gorąca, mocno czerwona i zasobna w dodatki. Pierwsza łyżka i lekkie rozczarowanie – dobra, ale nie wyśmienita. Po pierwsze, pszenica była rozgotowana przez co trudno było poczuć smak tej pszenicy i ciężko jednym słowem opisać, jak ona smakuje. A szkoda…
Po drugie – za mało aromatyczna, za słabo przyprawiona, zdecydowanie zupa do dopracowania, ale ogólnie poprawna i nie żałuję, że ją zamówiłam i nie mogę powiedzieć, że mi się krzywdowało, jak ją jadłam. Ale przy następnej wizycie już raczej do niej nie wrócę.

Wizyta nr 2 – Chreime (wydaje mi się, że tak się nazywała)
Z opisu wiedziałam, że zupa będzie rybna i jakież było moje zdziwienie, gdy na naszym stole pojawiła się chreime, która na pierwszy rzut oka wyglądała identycznie jak moja wcześniejsza pomidorowa (no może z wyjątkiem mocno odcinającego się na tle zupy koloru ryby). Chreime też była mocno czerwona, gęsta i pełna tzw. „wkładki”. Na szczęście smak tej zupy był już inny niż zupy pomidorowej. Chreime czyli zupa rybna to zdecydowanie zupa dla tych, którzy lubią ostre dania i takich z wielkimi żołądkami (ponownie jednym talerzem podzieliliśmy się razem z mężem). Polecam szczególnie jako wstęp dla bardzo głodnych lub dla tych, którzy zamierzają spędzić w niebieskiej łapie sporo czasu.

Podsumowując obie wizyty i spróbowane zupy – nie można powiedzieć, że są one wybitne i że zamierzam jeszcze ich kiedyś spróbować. Raczej spróbuję jakiejś kolejnej, ale warto na nie zwrócić uwagę i spróbować czegoś z „innego” świata. A czy odwiedzę jeszcze Hamse – ojjjj z pewnością tak. Może nie dla zup, ale naprawdę warto. Sami się przekonajcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *